Po co ta impreza?
Po latach doświadczeń instruktora sportu trafiłem w księgani na Monty Roberts'a. Przeczytana w jednym podejściu lektura wywołała na twarzy wypieki dotąd zarezerwowane dla rozkładówek z Playboy'a. Tym razem jednak były to - wreszcie zrozumiałe - obrazy lonżowanych przez lata koni.
Bladym świtem byłem już na round pen'ie - zachwycony, że to co przeczytałem - działa.
Potem były lepsze i gorsze kursy, filmy i kolejne książki. Wreszcie nadszedł czas weryfikacji.
Dojechałem do kałuży, a koń się zatrzymał. Siadłem głębiej w siodło, przyłożyłem łydki i podniosłem palcat - tak dla przypomnienia, kto tu rządzi. Przed egzekucją jednak przez myśl przewinął się pasek z napisem "Lanos to koń, który ma instynkt przetrwania - kałuża może być zbyt głęboka albo pełna krokodyli - on tego nie wie, a twoją rolą przewodniku jest sprawić, żeby sam podjął decyzję, bo wtedy przed każdą kolejną będzie stał krócej".
Co zatem zrobić, żeby koń nie bał się kałuży albo przyczepki? To jest właśnie najpiękniejsza tajemnica natural horsemanship. Nie żadne tam "zaklinanie" tylko solidna wiedza i ciężka praca nad własną głową i ciałem.
A co z dogmatami wpajanymi całe lata przez jeździeckich nauczycieli?
Przenieść do folderu "nieużywane".
Wielki był James Fillis. Ten dziewietnastowieczny autorytet w ''Zasadach ujeżdżania” pisał: ''jestem zdania, że spojrzenie ludzkie nie wywiera na konia żadnego wpływu... można patrzeć nań ostro, gniewnie lub łagodnie – koń tego nie spostrzeże'' i jeszcze ''klepać po szyi trzeba śmiało i dosyć mocno, tak żeby zwrócić na to uwagę konia i dostarczyć mu rozrywki''
I wielcy są amerykańscy kowboje (a wśród nich znany w Polsce Monty Roberts), bo to oni jakiś czas po Fillisie dostrzegli rzeczy inaczej. W przeciwieństwie do pracującego na torach Mistrza Fillisa, obserwowali wolne dzikie konie, a że nie widzieli klaczy klepiącej po szyi źrebaka, za to widzieli jak alfa kieruje stadem, więc uczą nas jak powodować konia wzrokiem, energią, oddechem i myślą zamiast złym uczynkiem i żeby po szyi głaskać, a nie klepać. Takie już jest dla wielu amazonek i jeźdźców, a dla innych dopiero będzie, to niezwykle zwykłe jeździectwo.
Dla koniarza, który traktuje konia jak partnera - natural horsemanship to prawdziwy przełom w rozumieniu koni i ich treningu. Chwała wszystkim, którzy nh zdefiniowali.
Impreza „Myśląc o koniu” ma pokazać, czym jest jeździectwo naturalne i - mam nadzieję - zwiększyć zainteresowanie tą niezbyt jeszcze popularną w Polsce sztuką wykorzystania w pracy z końmi ludzkiego rozumu zamiast mięśni i bata.
Wojciech Ginko
Natural, a edukacja w jeździectwie
Jeździectwo Naturalne a edukacja.
Mamy nareszcie w Polsce dostępne już na stałe co najmniej kilka programów naturalnych szkoleń. Rosnące zainteresowanie tego typu szkoleniami ludzi i koni daje rocznie setki nowych jeźdźców zainteresowanych uwzględnianiem w swojej karierze jeźdźca zarówno w sporcie jak i rekreacji punktu widzenia konia. Programy szkoleń naturalnych przyciągają swoim nowatorskim spojrzeniem oraz niezwykłym tempem uczenia się zarówno ludzi jak i koni. Coraz częściej na kursach spotkać można instruktorów jeździectwa, trenerów, zawodników, właścicieli ośrodków czy hodowców. Dlatego też na pokazach Monty Robertsa w Warszawie były tysiące osób a wykłady dr Roberta Millera wysłuchały setki. Programy te dają sobie znakomicie radę pomimo tu i ówdzie nawoływań, że to co nasze, polskie, tradycyjne od setek lat jest najlepsze i basta, gdyż uczestnicy tych szkoleń są świadkami dramatycznych niekiedy zmian zachodzących w koniach i poziomie jeźdźców. Pytam na ogół przy takich dyskusjach oponentów jeździectwa naturalnego czy nadal tradycyjnie lonżują swoje konie i czy wiedzą jaki to może przynosić negatywny efekt dla ich koni lub też pytam, z której strony wsiadają na swoje konie i dlaczego akurat z lewej oraz czy nie mają przypadkiem problemów z lotną zmianą nogi na prawo. Jeździectwo naturalne wniosło najnowszą wiedzę z dziedzin etologii i behawioru koni podnosząc i przyspieszając efekty treningu koni oraz stając się powszechnie dostępne. Zawsze uśmiecham się na swoich wykładach widząc zaskoczenie studentów mojego programu szkoleniowego przy pokazie filmów z doświadczeń Konrada Lorenza z gęsiami, w momencie kiedy poznają oni fenomen imprintingu i jego niezwykłość w treningu źrebiąt w okresie krytycznym. A przecież Lorenz dostał za to nagrodę Nobla w latach siedemdziesiątych a dziś wiemy , że już Indianie Cherokee stosowali intuicyjnie szkolenie źrebiąt 2 tygodnie przed wyźrebieniem klaczy a Robert Miller opisał i z sukcesem upowszechnił tą metodę 20 lat temu. Czemu zatem Polska z tak pięknymi i bogatymi tradycjami jeździeckimi tak wolno wzbogaca się o nowoczesne metody pracy z tymi wspaniałymi zwierzętami? Czy to właśnie nie ta tradycja staje się przysłowiową kulą u nogi? Starałem się ostatnio policzyć ile rocznie w Polsce odbywa się imprez jeździeckich o charakterze sportowym lub widowiskowym na rozmaitym poziomie. I wychodzi mi, że licząc z tymi stajenno-lokalnymi to grubo ponad tysiąc. Mamy w tym i wielki sport i piękne widowiska z udziałem wspaniałych koni i jeźdźców. Ale to nadal niestety tylko widowiska. Zacząłem też liczyć ile rocznie w Polsce odbywa się imprez jeździeckich o charakterze czysto edukacyjnym. No i wystarczyło palców u jednej ręki. W świecie, to co przyciąga tłumy to mniej sport czy pokazy widowiskowe pięknych koni a przede wszystkim edukacja i prezentacje szkoleniowe. Żadna poważna impreza hippiczna nie ma szans na zapełnienie trybun bez bloków edukacyjnych i wykładów oraz pracy na żywo wielkich jeźdźców i trenerów. U nas niestety górą nadal są widowiska. Przykładowo w Stanach coroczne targi w Pomonie w Kalifornii to ponad 30 bloków edukacyjnych, w ciągu 3 dni odwiedzanych przez kilkanaście tysięcy widzów. A imprez tego typu w USA jest co roku kilkadziesiąt. Typowo edukacyjna impreza jaką jest „Road to the Horse” („Droga do Konia”) tj zawody trenerów Naturalu jest co roku okupowana przez tysiące ludzi a ostatnie bilety na luty 2011 skończyły się na pół roku wcześniej. Umożliwienie obserwowania na żywo pracy i współzawodnictwa wielkich trenerów jak Parelli, Winters, Lyons, Goodnight, Anderson, Cameron czy innych w pracy z młodymi końmi metodami naturalnymi było kluczem do sukcesu tego przedsięwzięcia. Podobna idea przyświeca organizatorom edukacyjnej imprezy „Myśląc o Koniu”(„Considering the Horse”) poświęconej technikom i szkołom naturalnym, której juz druga edycja odbędzie się w dn 3-5 września w Zbrosławicach na Śląsku. Połączone siły 2 ośrodków gościć będą wszystkich chętnych poznania różnych szkół i programów naturalnych ale przede wszystkim obserwowania przez 3 dni na żywo konkurowania ze sobą 3 trenerów w zajeżdżaniu młodych koni. Pośród wykładów i pokazów metod szkoleniowych znajdą się także imprintingowane źrebaki, trening skokowy i ujeżdżeniowy metodami naturalnymi, prezentacje koni trenowanych naturalnie, pokaz Naturalne Dzieciaki, sposoby uczenia tricków, pasowanie siodeł, pokazy filmów, wykłady i seminaria ukoronowane finałowym startem przygotowywanych przez 3 dni młodych koni oraz pokazem niespodzianką. Niewątpliwie jest to nowatorskie przedsięwzięcie ale ubiegłoroczny sukces tej imprezy, gratulacje dr Roberta Millera pozwala mi sadzić że będzie ona cyklem dorocznych imprez.
tekst: A. Makacewicz
zdjęcia: RTTH, PDM